Stracone pokolenie

Greta Garbo stanowiła zdecydowany kontrast powielanych w tym okresie sylwetek dziewcząt powojennej „ery jazzu i charlestona”, partnerek młodzieńców ze „straconego pokolenia”. Przypomnijmy, że panowała wtedy moda na typy dziewcząt- -chłopczyc o przylizanych, gładkich, krótkich grzywkach, w ciasnych, odsłaniających kolana spódniczkach i piersiach jak deska. Greta ze swą „bujnie rozkwitającą kobiecością” (choć sama temu przeczy, bo jeszcze nie zna wartości typu, który stworzy) jest zjawiskiem z innej, minionej epoki i stanowi osobowość fascynującą wtedy tłumy na tej samej zasadzie, co dziś moda z lat dwudziestych. Potwierdza tym samym dobrze znaną zasadę zaskoczenia poprzez przeciwstawianie się panującym standardom, a jednocześnie wyprzedzanie upodobań.
Gdy kilka lat później aktorka zjawi się w Hollywood, nie zorientowani w charakterze i walorach jej urody agenci reklamowi z wytwórni Metro-Goldwyn-Mayer zaczną ją propagować jako nowoczesną, wysportowaną dziewczynę w szortach, koszulce bez rękawów, skarpetkach zwiniętych na łydkach i młodzieżowej fryzurce. Nieporozumienie zostanie szybko wyjaśnione i pierwsze hollywoodzkie filmy Grety (Słowik hiszpański, Kusicielka, Symfonia zmysłów, Anna Karenina) zaczną lansować właśnie ów staromodnie wystylizowany typ bohaterki, zdecydowanie różny od takich postaci kobiecych, królujących w tym czasie na ekranie, jak Clara Bow, Gloria Swanson czy Marion Davies. Mają też rację ci historycy i kronikarze obyczajów, którzy twierdzą, że wystarczy porównać, jak wyglądały Joan Crawford,

Cześć, mam na imię Magdalena i jestem absolwentem pewnej uczelni wyższej. Od wielu lat głównym tematem moich zainteresowań jest kultura i sztuka, czym też chciałabym się tu z wami podzielić!