Ruch przed kamerą

Stiller dyktował nie tylko każdy ruch przed kamerą, ale w ogóle cały sposób bycia swej aktorki; nie tylko zatwierdzał każdy szczegół kostiumów i makijażu, uczesania, biżuterii itp., ale ustalał nawet tryb jej życia osobistego i towarzyskiego. Wymyślił jej pseudonim: Greta Garbo. Zaborczość i apodyktyczność reżysera przekraczała niekiedy wszelkie granice i jego podopieczna dostawała napadów histerii i rozpaczy, złorzecząc mistrzowi. Ale już kilka godzin później gotowa była stwierdzić w jednym z wywiadów: Miałam wprawdzie swój ogrójec, ale Stiller to najlepsza istota, jaką znam. Nie można się gniewać ani żalić, choćby cię zwymyślał od ostatnich. On tworzy ludzkie indywidualności stosownie do swej woli. Jeśli chodzi o mnie, to jestem przyjemną dziewczyną, która robi się ponurą, gdy tylko ktoś jest wobec niej niegrzeczny, choć może to nie jest zbyt kobiece. Kobiecość to miła cecha, ale ja nie mam jej zbyt wiele”.
Rola księżniczki Elisabeth Dohna w filmie Go sta Berling składała się z odpowiedniej ilości gestów, póz, ruchów, grymasów, podpowiedzianych Grecie przez Stillera czy raczej wyegzekwowanych i przećwiczonych nieskończoną ilość razy przed puszczeniem kamery w ruch, a następnie powtarzanych do skutku w dużej ilości dubli. W tym początkowym okresie aktorka jest cały czas marionetką w ręku reżysera. Trudno jeszcze mówić o jakiejkolwiek koncepcji roli czy własnych świadomych metodach interpretacji. Najbardziej autorytatywny ze sztokholmskich recenzentów pisał po premierze: „Greta Gar- bo ma kilka nie wykorzystanych (aktorsko) okazji. Wewnętrznie jest za uboga dla swej roli. Ale wygląda przepięknie w empirowych sukniach i mimo swej jeszcze surowej gry, stanowi jeden z jaśniejszych momentów filmu”.

Cześć, mam na imię Magdalena i jestem absolwentem pewnej uczelni wyższej. Od wielu lat głównym tematem moich zainteresowań jest kultura i sztuka, czym też chciałabym się tu z wami podzielić!