Niechaj ten spektakl nas nie zmyli

Ale na łamach „The New Republic” (1923) Thomas Craven, poddawszy film wnikliwej analizie, dochodził do wniosków wręcz przeciwnych: „Niechaj ten spektakl nas nie zmyli — jest nędzny i nieinteligentny: nie można go nazwać – przy najbardziej nawet liberalnym traktowaniu tego pojęcia – artystycznym (…) Salome Nazimovej nie jest bardziej pozbawiona inteligencji niż większość filmów – jest tylko bardziej pretensjonalna w swych zamierzeniach. Tak długo jak namiastka literackich i artystycznych wartości będzie wypełniała sale, tak długo film pozostawać będzie na nieznośnie niskim szczeblu wulgarności”. Craven zdyskwalifikował także kreację Nazimovej, twierdząc, że jej chłopięca sylwetka i ruchy odbiegają daleko od aury wyrafinowanej zmysłowości otaczającej legendarną postać. Znane nam urywki Salome (która swą koncepcją przywodzi na myśl fragmenty Aelity Protazanowa) pozwalają stwierdzić, że intencjonalnie obaj adwersarze mieli rację. Sherwood forsując bez zastrzeżeń film Nazimovej słusznie przeciwstawiał ambicje niezależnego, eksperymentującego twórcy — komercyjnej rutynie Hollywood. Craven z podziwu godną intuicją stawał w obronie estetycznej autonomiczności spektaklu filmowego, który interpretując materiał literacki, teatralny, choreograficzny i plastyczny nie może ograniczać się do kopiowania pokrewnych dziedzin sztuki, ale powinien stwarzać ich własne odpowiedniki, wynikające ze specyficznych możliwości artystycznych kina. I Nazimova, i jej krytyk byli maksy- malistam!.

Cześć, mam na imię Magdalena i jestem absolwentem pewnej uczelni wyższej. Od wielu lat głównym tematem moich zainteresowań jest kultura i sztuka, czym też chciałabym się tu z wami podzielić!