Marzenia o sprzęcie

Zanim amator zacznie zachwycać się czy marzyć o takim chromowanym, czy, jak wymaga teraz moda, obudowanym soczystą czernią cudem, niechaj zwróci uwagę na to, jak pracuje się aparatem najzwyklejszym, pozbawionym automatyki. Otóż mając aparat naładowany błoną i upatrzony cel, fotograf wykonuje przed naciśnięciem guzika uruchamiającego migawkę, następujące czynności:
dokonuje pomiaru oświetlenia światłomierzem, lub za pomocą tabelki naświetleń; podejmuje decyzję co do wyboru tego czy innego obszaru (głębi) ostrości nastawia tę ostrość; odpowiednio przesuwa dźwigienkę przysłony obiektywu; ustawia właściwy czas naświetlania; naciąga sprężynę migawki i „pstryka” (nazywa się to zwolnieniem naciągu lub spustem migawki); przesuwa błonę o następną „klatkę”, przygotowując kamerę do następnego zdjęcia. (Uwaga: wyjaśnienie użytych tu terminów oraz bliższy opis czynności znajdzie Czytelnik w kolejnych rozdziałach). Opisane wyżej manipulacje trwają około jednej minuty. Wprawny fotograf potrzebuje nie więcej jak 30 sekund. Skrócenie, dzięki automatyce, tego czasu o kilka czy kilkanaście sekund nie jest oszczędnością czasu godną bezkrytycznego zachwytu. Poleganie na automatyce, która „za nas” i „sama” wszystko obliczy i wykona jest też odebraniem człowiekowi przyjemności myślenia.

Cześć, mam na imię Magdalena i jestem absolwentem pewnej uczelni wyższej. Od wielu lat głównym tematem moich zainteresowań jest kultura i sztuka, czym też chciałabym się tu z wami podzielić!