KAMERA JAKO WSPÓŁTWÓRCA

Wróćmy jednak do roku 1925, gdy Greta Garbo wraz ze swym mistrzem przybywa do Berlina i zostaje zaangażowana przez G.W. Pabsta do filmu Zatracona ulica. Przypomnijmy, że tylko całkowity brak gotówki zmusza Stillera do odstąpienia swej pupilki innemu reżyserowi. Szwedzki mistrz zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie grozi Grecie przy pracy z obcym, mniej zaangażowanym w jej karierę, reżyserem. Toteż stara się przynajmniej przekonać Pabsta, by zaangażował szwedzkiego operatora Juliusa Jaenzona, autora zdjęć do Gosty Berlinga, co ułatwiłoby pracę Grecie, a przynajmniej dało gwarancję, że jej uroda zostanie najwłaściwiej wygrana zdjęciowo. Jego namowy nie odnoszą jednak skutku i Stillerowi nie pozostaje nic innego, jak wieczorami odbywać w pokoju hotelowym intensywne próby scen, które aktorka ma kręcić następnego dnia z Pabstem. Dopiero tak przygotowaną wysyła na plan. Ale jego zdenerwowanie udziela się Grecie, która staje przed obiektywem stremowana do ostatnich granic. Pierwsze ujęcia utrwalają nerwowe drgawki jej policzka. Aktorka nie jest w stanie się opanować. Pabst nie chce pokazać jej i Stillerowi ani metra taśmy, by nie załamywać ostatecznie dziewczyny; czuje, że sprawił sobie nielada kłopot, zaleca Grecie krótki odpoczynek, stara się wszelkimi sposobami przezwyciężyć jej nieśmiałość. Ona domyśla się, że coś jest nie w porządku i gdy zdjęcia zostają wznowione, rozkleja się zupełnie. Wtedy operator Guido Seeber wpada na pomysł, by ujęcia z jej udziałem kręcić z zastosowaniem techniki zdjęć zwolnionych. Efekt jest zaskakująco dobry; nerwowość aktorki rozpływa się w majestatyczności jej poruszeń i gestów.

Cześć, mam na imię Magdalena i jestem absolwentem pewnej uczelni wyższej. Od wielu lat głównym tematem moich zainteresowań jest kultura i sztuka, czym też chciałabym się tu z wami podzielić!