Film z życia ?

W związku z podaną w gazetach wiadomością o filmowaniu Hamleta ktoś zapytał: — Czy to będzie „film- -spektakl” czy „z życia”? Kozincew odpowiedział bez wahania: – Z życia. Ani śladu spektakluI — W głębi duszy bowiem złożył ślubowanie, że film jego w żadnym wypadku nie może przypominać niezdecydowanego jegomościa ze starej anegdoty, który siedzi w pokoju nagi, ale w krawacie na szyi. Nagi — bo wiadomo, że nikt do pokoju nie wejdzie. W krawacie — bo a nuż ktoś przyjdzie I Koncepcja filmowego Hamleta dojrzewała powoli, latami. W pewnym miejscu swych notatek reżyser wspomina o dwóch przewodnikach, z którymi zetknął się za granicą. Przewodnik w szkockim zamku Holyrood oprowadzając turystów dawał całe przedstawienie pełne tragicznych okrzyków i złowieszczych szeptów. Każdą komnatę eksploatował dramatycznie wygrywając najkrwawsze momenty z życia Marii Stuart. Drugi przewodnik był spokojny, mówił normalnym głosem, niczego nie akcentował, □prowadzał systematycznie po salach, opowiadał wszystko ze szczegółami, ale niezwykle rzeczowo. Pierwszy posil się i wyłaził ze skóry, licząc na napiwki. Drugiemu ;hodziło o coś innego; nie tylko chciał, żeby zwiedzający cachowali to, co widzą, na całe życie, ale aby po opuszczeń i u muzeum oddali się własnym refleksjom, czuli, iż mają na ręce taki sam numer jak on, 1 przypadkowo ocalał. Bo ten drugi przewodnik opro dzał zwiedzających po Oświęcimiu.

Cześć, mam na imię Magdalena i jestem absolwentem pewnej uczelni wyższej. Od wielu lat głównym tematem moich zainteresowań jest kultura i sztuka, czym też chciałabym się tu z wami podzielić!